„Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”
~ Wisława Szymborksa

Nasze Królestwo Książek to blog stworzony z myślą o dzieleniu się z książkoholikami naszymi wrażeniami po dopiero co przeczytanych dziełach literatury. Znajdziecie tu nie tylko opinie o najnowszych pozycjach prosto z księgarni, ale także o zapomnianych już przez niektórych lekturach. Poza tym nie skupiamy się wyłącznie na jednym gatunku, a czytamy książki z całego zakresu, zatem każdy znajdzie tu coś dla siebie, a być może wyrazi własne zdanie na temat danej twórczości.
02.09.2013
„Miasto Kości” – Cassandra Clare

Tytuł: „Miasto Kości”
Tytuł oryginału: „City of Bones”
Autor: Cassandra Clare
Saga: Dary Anioła
Numer w kolekcji: 1
Wydawnictwo: Mag
Ilość stron: 510


Pamiętam niemal dokładnie, jak któregoś dnia zobaczyłam w księgarni książkę, na okładce której był śliczny chłopak i opinia Stephenie Meyer: „Drogi Edwardzie i Jacobie: uwielbiam was obu. Ale weekend spędziłam z Jace’em. Przepraszam! Kochająca Stephenie”. Od razu pomyślałam sobie, że chcę tę książkę na urodziny i poprosiłam o nią moją koleżankę. Dzięki dedykacji wiem, że miałam czternaście lat, kiedy ją przeczytałam i choć minęły już od tamtej pory prawie cztery lata, to wciąż znajduję w niej coś dla siebie i wciąż jest dla mnie czymś, do czego lubię wracać w najbardziej zaskakujących momentach. Tak też było i tym razem, kiedy wybrałam się do kina na adaptację filmową tego dzieła.
W miejscu, w którym mieszkam, zima często gości przez ponad połowę roku, dlatego prędzej czy później dobiera się do mnie grypa. Wtedy boli mnie głowa, mam zatkany nos, ciągle kicham i popijam herbatkę z sokiem malinowym na wzmocnienie, a także… w końcu mogę poczytać w spokoju. Potrzebuję wtedy czegoś lekkiego i przyjemnego, przy czym będę mogła odpocząć, a „Miasto Kości” definitywnie nie jest książką, którą można zacząć podczas choroby. Nie dość, że nie będziemy mogli spać, herbata nam wystygnie, a nasze sapanie będzie słychać w całym domu, to na dodatek po wkroczeniu do świata Nocnych Łowców bardzo trudno będzie go opuścić. Cassandra Clare zaskakuje nas na każdym kroku i to już od pierwszych stron, na których poznajemy Clary – zwyczajną dziewczynę, która mieszka z matką, ma zakochanego w niej po uszy przyjaciela i całkiem normalne życie, dopóki nie okazuje się, że tak naprawdę wszystko, w co do tej pory wierzyła, było kłamstwem. Dziewczyna musi zmierzyć się z własnym pochodzeniem i z demonami przeszłości, które znalazły się na jej drodze do szczęścia. Oczywiście nic by się nie wydarzyło, gdyby razem z Simonem nie udała się do klubu Pandemonium, gdzie swój początek miała podróż w zupełnie inny świat.
No właśnie… Wieczorki poetyckie, spotkania z przyjaciółmi, szkoła… Jakże znane nam miejsca prezentowane wcześniej w innych książkach ukazują nam całkiem nowe oblicze, o którym nikt nie miał pojęcia. Nowy Jork nie jest i nie będzie już dla nas tym samym miastem przedstawionym przez telewizję czy przewodniki, ale okaże się zawierać coraz więcej tajemnic, o których poznaniu i zgłębieniu zaczniemy marzyć. Uważam, że Clare świetnie pokazała nam świat będący ostoją bohaterów, a plastyczne opisy idealnie pozwalają na wysilenie swojej wyobraźni do granic możliwości. Magiczna atmosfera jest niemal wyczuwalna w każdym zdaniu i, jeśli mam być szczera, chciałabym kiedyś znaleźć się w takim ogrodzie, jaki znajduje się w Instytucie. „Miasto Kości” wspaniale odwzorowuje wymarzony Nowy Jork, którego nigdy nie odwiedzę. Dlaczego? Bo to tylko (nie)zwykła bajka, której chyba tak naprawdę wolelibyśmy nie słyszeć… Oprócz zachwycających nas miejsc, istnieją też całkiem inne – przerażające i kryjące w sobie mroczną tajemnicę, której odkrycie może doprowadzić do naszej śmierci. Podziemni mieszkają razem z Przyziemnymi, a kto chciałby znaleźć się obok krwiożerczego wampira pragnącego wykorzystać nas do własnych celów? Jeśli ktoś w tym momencie chce podnieść rękę, to od razu odradzam, chyba że… Chyba że ta istota zawarła pakt z Clave i możemy jej zaufać. Ale oprócz Nocnych Łowców, którzy stanowią połączenie anioła i człowieka, oraz wampirów autorka ukazuje nam wilkołaki, czarownice, czarowników i demony, jednak te ostatnie są najbardziej niebezpieczne. A jeśli mieliśmy już jakieś wyobrażenie o świecie, w którym możemy spotkać takie istoty, Clare zaskoczy nas po raz kolejny.
Mogłabym się rozpisywać na temat tych wszystkich stworów, ale każdy powinien sam wyrobić sobie o nich opinię i polubić je lub nie. To samo tyczy się bohaterów, którzy są ludźmi lub mają z nimi wiele wspólnego, jednak w tym przypadku muszę podkreślić, że na początku mogą wydawać się nam nieco płytcy. Dość szybko okazuje się, że tak naprawdę jest zupełnie inaczej…
Clary – niezwykle uzdolniona plastycznie nastolatka prowadząca zwyczajne życie, która nie może znaleźć sobie chłopaka i jednocześnie traktuje swojego przyjaciela tylko jak brata – na początku nie ma w sobie nic ciekawego. Zachowuje się impulsywnie, podejmuje nieodpowiednie decyzje i nie myśli o konsekwencjach, ale nagle musi dorosnąć. Nie ma tam nic przerysowanego… Z każdym kolejnym rozdziałem Clary staje się poważniejsza, odważniejsza, a także silniejsza psychicznie. Poznaje całkowicie nową rzeczywistość, do której wciągnął ją blondwłosy Nocny Łowca imieniem Jace, którego w skrócie mogę określić zwyczajnym dupkiem, jednak byłabym w stosunku do niego nie w porządku. Chłopak w ten sposób stara się tylko ukryć swoje prawdziwe uczucia, ponieważ ktoś go już kiedyś zranił i teraz on odpłaca się całemu światu pięknym za nadobne. Nie można go za to winić, ponieważ dużo przeszedł. Zresztą zadajmy sobie pytanie: czy bylibyśmy normalni, gdyby ktoś powtarzał nam, „że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym”? Poza tym Jace ma w sobie to coś. Jest dowcipny, zabawny, arogancki, chamski, lekkomyślny, ale przy tym inteligentny, odpowiedzialny, odważny, opiekuńczy i przede wszystkim zawsze dotrzymuje słowa. Nie wspomnę już o tym, że wygląda jak milion dolarów, bo… ma ukruszony ząb, co czyniło go uroczym, a przynajmniej tak zawsze twierdziła Clary. Dobra, dość żartów… Przyznaję się szczerze, że odkąd pokochałam tę książkę, pokochałam też Jace’a, który stał się ideałem mojego faceta. Ma w sobie wszystkie te niesamowite cechy, jakie powinien moim zdaniem posiadać, a jednocześnie tak daleko mu do perfekcji, że równowaga w przyrodzie została zachowana. Cassandra Clare naprawdę świetnie się spisała, konstruując jego postać, ale także pozostałych bohaterów. Każdy ma jakąś ważną rolę do odegrania i żaden nie został pominięty. Wprawdzie rozpisałam się tutaj o Jace’ie i Clary, ale na wspomnienie zasługują Isabelle, Alec, Magnus, Prezes Miau (kot Magnusa), Simon i wiele, wiele innych, których już tutaj nie wymienię.
Oprócz wspaniałych postaci, książka zawiera w sobie mnóstwo przygód, skomplikowanych życiorysów, niepowtarzalnych historii, a także niekonwencjonalne związki, które prędzej czy później są przyczyną dziwnych i być może tragicznych wydarzeń. W ciągu kilku minut zostajemy wciągnięci w bieg zdarzeń, których już nie będzie można powstrzymać, ale to akurat jest najmniejsze zmartwienie. Pomimo oczywistego romansu, mam wrażenie, że rozwijają się tam wątki zmuszające nas do wysilenia naszych szarych komórek, a mianowicie są to opowieści z przeszłości, które mają duży wpływ na teraźniejszość i na przyszłość. Nic nie jest takim, jakim się wydaje, a kłamstwa to coś, dzięki czemu każdy jest w stanie egzystować. Na szczęście przez to książka staje się jeszcze ciekawsza i między innymi dlatego mogę się wypowiadać o niej w samych superlatywach. Nie dostrzegam tam żadnej tandety, a wręcz przeciwnie – Clare w jakiś sposób wybiła się ponad wszystko, choć na pewno znajdą się osoby, które będą miały inne zdanie na temat tego dzieła. Dla mnie jednak jest to powieść numer jeden w swoim gatunku, choć pewnie nie jestem w tym momencie obiektywna. Niemniej jednak zachęcam do przeczytania, zwłaszcza dziewczyny, które jeszcze daleko mają do matury, choć i starszym czytelniczkom także może przypaść do gustu. Tak, jest to definitywnie babska książka, choć faceci też mogą się z nią zapoznać, a przynajmniej nic im nie zaszkodzi – możecie się pocieszyć postacią Clary czy Isabelle, ale ja zawsze będę skłaniać swoje serce ku Jonathanowi, czyli w skrócie Jace’owi. I mogłabym tutaj użyć słów Stephenie Meyer, ale trzeba by było zmienić pierwsze zdanie, więc na tym dzisiaj zakończę.
-------------------------------------------------------------------------------------------

16 komentarzy:

  1. moim zdaniem Jace właśnie zdecydowanie nie ma w sobie tego czegoś... osobiście go nienawidzę. a książki zresztą też. zupełnie nie przypadła mi do gustu, a film tylko pogłębił to wrażenie.
    ale recenzja naprawdę dobra :3

    ps. czy możecie razem z Caraxem pomyśleć nad zmianą czcionki na trochę większą? ta jest, przynajmniej w moim odczuciu, strasznie mała i niewygodnie mi się czyta.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje zdanie. :) Twoją recenzję czytałam, ale jeszcze nie miałam kiedy skomentować... Ale z jednym muszę się zgodzić - film jest beznadziejny.

      PS. Wystarczy ctrl i +. :)

      Usuń
  2. Ostatnio bardzo głośno zrobiło się o Darach Anioła. Ja jeszcze nie miałam tej przyjemności i nie przeczytałam żadnego z tomów tej serii, ale też i nie widziałam filmu. Jednak przeczytałam ostatnio "Mechanicznego Anioła" i doszłam do wniosku, że może jednak warto sięgnąć po "Miasto Kości", dlatego też czekam, aż ta książka dostanie się w moje łapki.
    Ale tak poza tym, świetna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mechanicznego Anioła" czytałam i jest to w sumie początek prequelu "Darów Anioła". :) Lubię i jedno, i drugie. :) Ale boję się czasem, że będzie taki sam szał, jak ze "Zmierzchem" - najpierw będzie wielkie wow, a potem wszyscy będą to krytykować...

      Usuń
  3. No, no, podoba mi się to, w jaki sposób piszesz o Jace ;) Nie mogę się już doczekać aż przeczytam te książki, recenzja naprawdę zachęcająca, zresztą film także ;) Kurde, prawdę powiedziawszy siedzę teraz i się zastanawiam czy Clary będzie z Jace'm (dobrze napisałem?) i kto jest ich ojcem i czy cholera...! Czeka na mnie "Kuszona", do tej książki zabiorę się tak szybko, jak tylko będę mógł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś zazdrosny? :P Nie no, żartuję. ;) Po prostu mnie znasz od dziecka i wiesz, że lubię ten typ facetów. I generalnie lubię opisywać facetów. xD

      Usuń
  4. Nie przeczytałam tej książki do końca, czytając Twoją recenzję sądzę, że poddałam się pochopnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może niekoniecznie pochopnie. Czasem się inaczej nie da. ;)

      Usuń
  5. Powiem tyle, że po obejrzeniu filmu jestem ciekawa książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film, moim zdaniem, był kiepski. :) Ale skoro jesteś ciekawa książki, to może nie było aż tak źle.

      Usuń
  6. Bardzo lubię trzy pierwsze części tej serii, a dalsze mam w planach, szkoda tylko, że biblioteka ich jeszcze nie zakupiła ;(
    A jeśli chodzi o postać Jace to muszę przyznać, że go lubię, aczkolwiek bez rewelacji. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze trzy części są super, przy czwartej się już nudziłam, ale piątej jeszcze w ogóle nie miałam w rękach, więc się nie wypowiem. :)

      Usuń
  7. Jace zdecydowanie ma w sobie to coś... A ja go po prostu kocham.
    Książkę uważam, za megaaa dobrą. Naprawdę uwielbiam całą serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że podzielasz moje zdanie. :)

      Usuń
  8. Kocham tę serię! Każda kolejna książka jest lepsza, bohaterowie coraz to bardziej zagadkowi, a przygód nie brak w żadnej części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że ja kocham tylko trzy pierwsze części, czwarta nie przypadła mi tak bardzo do gustu, a piątej jeszcze nie czytałam. :) Mimo wszystko i tak dla mnie to jedne z książek, które stawiam na pierwszym miejscu.

      Usuń

Książkoholicy